poniedziałek, 8 maja 2017

Książka - tylko przedmiot | Dyskusyjny klub #1 |

   Żeby wypełnić przerwy między recenzjami oraz z wami podyskutować na różne ciekawe tematy postanowiłam zrobić serię, w której ja i kilka innych blogerów będziemy wyrażać swoją opinię na dany temat. Wy oczywiście możecie robić to w komentarzach. O co chodzi? Już całe zamierzenie znacie, ale chciałam wytłumaczyć pewną sprawę. Właściwie w tym ''Klubie" tylko ja będę na stałe  i zmusił mnie mały kartofel, że ona też chce być i Klaudia z Cmentarz Zapomnianych Książek, ponieważ to moja szona i ona musi tu być. Będę zapraszać kilka blogerów, i żeby było jasne, nowy temat - nowi blogerzy, więc Wy również możecie się tutaj pojawić, dlatego proszę, żebyście podali linki do swoich blogów w komentarzach oraz jeśli macie, to pomysł na temat, na który można podyskutować. Zapomniałabym - nie musi to być temat związany z książkami. To tyle, idę pisać dalej.


   No to lecim na Szczecin. Na pierwszy ogień idzie temat, który z pewnością jest Wam dobrze znany. Książka - tylko przedmiot. Na początku chciałabym zaznaczyć, że ta seria nie ma na celu obrażania kogoś za jakieś postępowanie, czy cokolwiek. Każdy ma swoje zdanie i powinniśmy o tym pamiętać.
Wszystko wytłumaczone - możemy zaczynać.   
Jestem członkiem grup książkowych na Facebooku i coraz częściej zauważam posty, gdzie ktoś pisze, że jest w beznadziejnym stanie, w kompletnej rozterce. Dlaczego? Osoba ta pożyczyła książkę znajomemu, który przez przypadek rozerwał stronę, zalał książkę, etc. I takie posty zdarzają się coraz częściej i częściej i częściej i częściej i częściej. I za każdym razem zadaję sobie pytanie: to jakich wy macie znajomych?! A jeżeli ta osoba wie, że ten znajomy, nieukrywając, to ciamajda i za każdym razem coś niszczy, to po co kolejny raz mu pożycza? Rozumiem, że dana osoba, życzy sobie, by książka wróciła taka, jaką pożycza. I już pomińmy kwestię znajomych. Załóżmy, że ten człowiek pożyczył danej osobie pierwszy raz i zdarzył się ''wypadek''. Ale czy osoba pożyczająca nie zdaje sobie sprawy, że wypadki chodzą po ludziach albo po książkach? Pożyczając komuś książkę musimy być przygotowani na wszelkie możliwości: zgięty grzbiet, rozerwana strona - cokolwiek. A wiecie co jest najbardziej śmieszne? Że taka osoba wybaczyła swojemu znajomemu, ale nie zapomniała, ba, jeszcze mówi o tej sytuacji na forum. Szczerze, to nie wiem czy taka osoba się żali, czy chwali.

   Książka, to nasza własność i rozumiem, że ktoś chce mieć książki zadbane, czyste itp. To jego wybór. Właściwie chyba każdy chce mieć takie książki. Ale skrajnością, jest traktowanie ich jako jakaś ''świętość''. I wiecie nie tylko swoje, ale martwi się o czyjeś. Już nie raz były takie przypadki, gdzie bloger, booktuber rzucił książką, wyrwał stronę, przeciął skrzydełka, przez przypadek zalał ją i za 3. 2. 1. Wielka afera. Że on nie szanuje książek, że coś tam i blebleble. Słuchajcie, martwimy się o swoje książki, nie o czyjeś. To, co jakaś osoba z nimi robi, nie powinno nas w ogóle obchodzić. Żeby było jasne, nie mam nic do osób, które bardzo dbają o książki, ale proszę was - jeżeli coś się im stanie, to nie wrzucajcie tego na forum. 

  Mogłabym jeszcze szerzej omówić ten temat, ale z pewnie z niecierpliwością czekacie na opinię również innych blogerów książkowych, których zaprosiłam.


Moim zdaniem nie warto wpadać w paranoję. Każdy z nas kocha zapach i wygląd nowo kupionej lektury, ale nieuniknionym jest, że z czasem jakiś róg się zagnie, grzbiet złamie lub woda z parówek zaleje kawałek kartki ( jestem przykładem, nie jedzcie czytając książki! ). Musimy się pogodzić z tym, że nasze perły się niszczą, są delikatne więc to samo w sobie je usprawiedliwia. Oczywiście, możemy jako czytelnicy na nie uważać, nie odginać za bardzo, szanować jak na przykład pakowanie je w worek i włożenie do plecaka - to ratuje ich wygląd, a co z treścią? Książka nie jest do oglądania tylko do czytania, każdy z nas chyba o tym wie. Wiadomo, większość z nas uwielbia czytać nowe książki, ale ta druga większość kocha je za ślady użytkowania. Niektórych to razi, innych raduje. Ludzie są różni, książki też. Tyle w temacie.









Traktowanie książki jak jakąś świętość to... kompletna głupota xD Ja rozumiem - trzeba 
szanować rzecz, którą się kupiło i wydało ciężko zarobione pieniądze, ale...
Ale bez przesady - wypadki chodzą po ludziach i zagięty róg, wyłamany grzbiet, czy plama po kawie to normalka przy czytaniu. Uważam, że książki, które mają jakieś ślady używania mają swoją... duszę (?) xD Chodzi mi o to, że widać po takiej książce, że była czytana (czasem nawet więcej niż raz xD) i komuś sprawiło to radość (albo i nie xD). 
Oczywiście nie należy specjalnie niszczyć książek, bo umówmy się - trzeba było za nie zapłacić, ktoś taka książkę musiał przetłumaczyć, ładnie oprawić, wydać... Było przy tym masę roboty i należy to szanować, ale jak już mówiłam - bez przesady - lekkie zniszczenie to jeszcze nie koniec świata.
Co do publikowania różnych postów z żalami i ubolewaniem nad stanem książek - nie przeszkadzają mi :D Jak ludzie naprawdę nie mają nic lepszego do roboty, tylko próby "ratowania" zniszczonych książek - proszę bardzo. Ja wolę wybrać się na jakąś wycieczkę rowerową xD
Z reguły nie pożyczam książek, ale jeśli ktoś mnie o to poprosi to nie ma problemu - oczywiście muszę pierw poznać taką osobę, obcemu swojej książki nie dam xD Jak to mówią (albo i nie xD) - do obcego samochodu nie wsiadaj i obcemu książek nie pożyczaj xD

- Klaudia z Recenzje Klaudii

Patrycja zapytała mnie, czym jest dla mnie książka i w pierwszej chwili nie byłam pewna swojej odpowiedzi. Postanowiłam stworzyć własną definicję tego słowa i otrzymałam taki efekt: zbiór kartek papieru połączonych ze sobą w jakiś sposób, a następnie oprawiony. Z tego wynika, że książka to nic więcej jak zwykły przedmiot na miarę szczoteczki do zębów czy pilota do telewizora. Lecz kiedy zaczęłam się nad tym zastanawiać, dotarło do mnie, jak bardzo zabolały mnie te słowa i jak bardzo się z nimi nie zgadzam. Bo przecież te stosy, na które właśnie patrzę to coś więcej niż kartki ukryte pod ładną okładką - to jakaś fabuła, jacyś bohaterowie i przede wszystkim jakiś pomysł, idea autora, jego uczucia i myśli przelane na papier. Patrząc na to pod tym względem, książka rośnie w oczach i przestaje być zwykłym przedmiotem, dla niektórych przybiera miano świętości i doskonale to rozumiem, bo do pewnego okresu w swoim życiu sama oddawałam im cześć, płakałam nad każdym zagiętymi rogiem i całowałam po przeczytaniu ostatniej strony. Lecz im więcej tych świętości pojawiało się na moich półkach, tym mniej o nie dbałam i zwyczajnie w świecie odpuściłam sobie czczenie domowej biblioteczki - nie mam nic przeciwko zgiętemu grzbietowi, przybrudzonej stronie czy obdartej okładce i pewnie wiele spośród was właśnie chwyta za widły i zapala pochodnie, ale ja naprawdę lubię takie "używane" książki, po których widać, że były czytane, chciane i kochane. Tak więc pod względem fizycznym Książka to dla mnie tylko przedmiot, jednak doskonale pamiętam, że kryje się w nim coś pięknego, magicznego; że dzielę z nią wyjątkowe wspomnienia, dlatego choć nie traktuję jej z należytą świętością to patrzę na nią z uczuciem i przywiązaniem.

- Anita z Annwithbooks

Książka. Mamy je na półce, często się o nie troszczymy. Ale wiecie co? Książka to tylko przedmiot. Tylko i wyłącznie. Zacznijmy od początku. To historia, która jest W książce liczy się najbardziej. To bohaterowie liczą się najbardziej. Nie sama książka. Wiecie czym jest powieść jako przedmiot? To parę kartek i ładna okładeczka. Liczy się jedynie to, co ktoś miał w głowie, to, co pozostanie z nami na zawsze. Bo kurczę, jaki bohater nas opuści? Żaden, nawet jeśli książka spłonie, utonie, czy zaginie u ludzi, którym się ją pożyczyło. Świat i bohaterowie zostają obok, takimi, jakimi ich sobie wyobraziliśmy. Zapytać, czy książka to przedmiot, to tak jak spytać, czy płyta DVD, na której jest film to przedmiot. Jasne, że tak. Uważam, że niektórzy ludzie traktują swoje książki zbyt powierzchownie - wstawiają do gabloty, ustawiają w rządku na półce. Słyszałam nawet, że potrafią kupować nowe egzemplarze, bo przybrudzili stare. No błagam, ludzie, trochę powagi. Ja rozumiem, wspomnienia itd, wydane pieniądze, etc. Ale nie traktujmy książek jak osoby, naprawdę. O książce można pamiętać nawet bez jej egzemplarza, wiem, bo często wypożyczam książki z biblioteki. Gablotka i za przeproszeniem, sranie o każdy placek na książce, to strasznie płytkie zachowanie. Ostatecznie - książka to tylko przedmiot. Nasze wyobrażenia o bohaterach już nimi nie są.

Isabelle z Heavy Books


Na ten pierwszy raz wybrałam osoby, które znam bardziej i mniej, ale jakiś kontakt kiedyś z nimi miałam albo nadal mam. I tak jak już wspominałam - piszcie swoje linki do blogów i pomysły na nowe tematy. Mam nadzieję, że pomysł wam się spodobał i miło wam się czytało ten post. Do następnego posta!

11 komentarzy:

  1. Hahah widzę że wszystkie mamy na ten temat mniej więcej takie same opinie. xD
    Dziękuję Ci Patrycjo za to, że zaprosiłaś mnie do dyskusji i polecam się na przyszłość xDD
    Pozdrowionka :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie ma sprawy, ja wiem, na ciebie mogę liczyć B) <3
      Pozdrawiam:*

      Usuń
  2. najbardziej zgadzam się z Isabelle :D dobry pomysł na cykl, chętnie się wypowiem jak już ustalisz kolejny temat :D pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super pomysł i przecudne wykonanie <3 Co do tematu, najbardziej zgadzam się z Klaudią z "Recenzji Klaudii" - im mniej dzieje się książce tym lepiej, ale małe zniszczenie to nie koniec świata :) Co do naboru, ja się tu osobiście zgłaszam, ale lojalnie uprzedzam, że nie będzie mnie od 15 do 20 :D
    Pozdrawiam (i zapraszam, oddaję wszystkie szczere komentarze ^^)
    Czytam, piszę, recenzuję, polecam

    OdpowiedzUsuń
  4. Opinie bardzo podobne i ogólnie podoba mi się cały pomysł na posty! :D
    Pozdrawiam, Skryta Książka

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam zadbane książki i tak też do nich podchodzę, więc jak napisałaś oczekuję najczęściej zwrotu pożyczonej w takim samym stanie jak była przed, ale przecież nie zabiję kogoś, bo przez pomyłkę czy niezdarność coś się stało prawda? Najwyżej zacisnę zęby, odłożę na półkę (po czasie pewnie zapomnę) i to by było tyle... Nie darłabym się na kogoś, a nic, no chyba, że przywędrowałaby do mnie z powrotem książka po tsunami, to wtedy mógłby zacząć się bać XD. Nie mam jednak takich problemów, bo najczęściej nie pożyczam (w sumie to nie mam komu, nie licząc bff)...

    Pozdrawiam, Jabłuszkooo ♡
    Szelest Stron

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo dziękuję za zaproszenie mnie do projektu! Wyszło świetnie i liczę na powtórkę <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Muszę przyznać, że takie ,,luźne pogawędki" to bardzo dobry pomysł na posty :D
    Sama oczywiście lubię jak książka jest zadbana, ale gdy zagnie mi się róg, strona lub grzbiet, zaleją kartki to bynajmniej nie wpadam w histerię i nie staram się reanimować mojej książki, po prostu ją osuszam (w przypadku zalania) i odstawiam na półkę.
    Niby książki z nieba nie spadają, a tym bardziej nie spadają z nieba pieniądze na nie, więc celowe niszczenie ich to jakiś bezsens. Nieszczęśliwy wypadek to żadna katastrofa, wypadki chodzą po ludziach, jak to mówią :D
    Bardzo ciekawy post ;D
    Pozdrawiam cieplutko ^^

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny pomysł na post :D Najbardziej do gustu przypadła mi opinia Isabelle, zgadzam się z nia w 100% :)

    http://pomiedzyrozdzialami.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo dziękuję Ci za możliwość udziału! Świetny post, naprawdę. I czekam na kolejne. ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kurde, dopiero teraz się skojarzyłam, że komentarz mi się nie dodał. Miesiąc temu. No, ale dobra XD
    Także, najbardziej mi się podoba wypowiedź Klaudii z Cmentarza Zapomnianych Książek, bo myślę tak samo. Chyba moja soulmate, możesz dać mi jej numer telefonu ( ͡° ͜ʖ ͡° )
    Wymyślę za Ciebie kolejny temat, bo jesteś leniem i sama tego nie zrobisz.
    Z poważaniem, szona.

    OdpowiedzUsuń